Do tej pory nie wiem, kim była. Nie lubiła polityki, a kanały
informacyjne wywoływały u niej dreszcze. Nie wiedziała kto
jest prezydentem, a urzędy omijała szerokim łukiem. Miała problemy z zapamiętywaniem imion i twarzy. Nudziły ją pozytywistyczne obyczajówki, czy historyczne powieści. Nie lubiła większości przedmiotów szkolnych. Ubóstwiała romantyzm, mówiła, że w żadnej epoce nie powstało tyle arcydzieł co wtedy. Jej
idolami byli Leonardo da Vinci z powodu talentu i Salvador
Dali, którego ceniła za oryginalność i kontrowersyjność.
Kochała wiele rzeczy: białą czekoladę, komedie, słoneczne poranki.
(...)
Wiedziałem o niej wiele, ale tak naprawdę nie mam pojęcia kim była.
Nie wiedziałem co było prawdą. Tak naprawdę wszystko mogło być
misternie ułożonym wizerunkiem który niczym zbroja bronił ją przed
światem zewnętrznym.
Fa do szkoły przychodziła z nie znikającym uśmiechem na twarzy.
Faceci bili się o jej względy, a każda dziewczyna chciała się z nią
przyjaźnić. Ja widziałem w niej jedynie pustą kukiełkę ubraną
w kolorową sukienkę z namalowanym uśmiechem i szklanymi oczami.
Jej zadaniem było cieszyć oczy każdego kto na nią patrzył
i rzeczywiście tak było.
Zaczęło się od spotkań w tróję, niewinnych rozmów na przerwie,
wymiany liścików na lekcjach. Okazała się być zupełnie inna niż
w moich wyobrażeniach. Nie była tak infantylna na jaką pozowała,
nie podejmowała pochopnych decyzji a na pytania nigdy
nie odpowiadała wprost, jeśli nie miała ochoty udzielać
odpowiedzi. Zdawała się kokietować każdego faceta,
hipnotyzowała wzrokiem, prowokowała a potem i tak olewała.
Zawsze zastanawiałem się czy była świadoma tego czy raczej
zachowanie jej było tak samo intuicyjne, jak pantery podczas
polowania.
Czasami spotykaliśmy się wieczorami. Szliśmy na spacer, albo
do cukierni na szarlotkę – uwielbialiśmy szarlotkę. Bywało, że razem
chodziliśmy na wagary, włóczyliśmy się po nieczynnych torach czy
zamkniętych fabrykach. Nic więcej między nami nie było.
(...)
Nie zadzwoniła do mnie ani razu, ja zresztą też nie.
Ciągle mieszkaliśmy w tym samym mieście, jednak nie dane nam
było się spotkać. Słyszałem tylko, że zaczęła chodzić z znanym
wszędzie półgłówkiem. Podobno się kochali. Zawsze chodzi razem.
Czułem się zirytowany, może nawet trochę wściekły, że tak łatwo
oplotła sobie kolejnego faceta wokół palca, że kolejny
jest na jej skinienie. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że to zazdrość.
(...)
Fa nigdy nie była sobą, nie mogła być sobą. Jej uśmiech nigdy
nie był szczery. Grała tylko swoje role, jak marionetka,
po to by zadowolić wszystkich. Była uwięziona w tym świecie, jej
życie było jedną wielką farsą uszczęśliwiania innych.
Dobra uczennica, miła koleżanka, wspaniała córka. Nigdy Farah. Kiedyś mi powiedziała, że prawdziwie wolnym jesteś tylko wtedy, gdy umierasz. Nie sądziłem że to prawda. Do tej pory nie wiem, kim była.